sobota, 24 stycznia 2015

Zimowi ulubieńcy!

Cześć? Co u Was?
Na dzisiaj przygotowałam zimowych ulubieńców i nie tylko tych z kategorii kosmetycznych, ale również książkowych, muzycznych, a nawet filmowych.
A więc zaczynajmy. :-)
Zima jest porą, którą kocham i nienawidzę, mrozi w dłonie, a zarazem otula kocem przy herbacie czując w niej aromat cynamonu. I dlatego też w chłodne pory roku sięgam często po herbaty o takich kompozycjach które potrafią rozgrzać największego zmarźlucha. Zdecydowanie do nich należę. Ostatnio nawet ''zajadam'' się szarlotką, której zapach potrafi się unieść po całej kuchni i choć w smaku już nie jest tak intensywna jak ta bardziej kaloryczna, to jednak potrafi unieść mnie w stronę nieba, choć ten moment, słodki moment. :) A co powiecie na kawę, albo gorącą czekoladę z bitą śmietaną posypaną cynamonem? Do tych pyszności polecam dobrą książkę, albo film. No właśnie, za ten klimat uwielbiam zimę. (ale tylko dlatego :P) Jeśli już mowa o książkach? Co ostatnio czytaliście? W moich rękach jakiś czas temu znalazło się ''Pożądanie mieszka w szafie'' Piotra Adamczyka i nie-nie tego aktora. Genialnie napisana wciągała tak, że ciężko było się oderwać, kiedy trzeba było wysiąść z pociągu. Historia opowiadająca o relacjach damsko-męskich, o pragnieniu bycia kochanym. Chwilami zabawna, chwilami wzruszająca. Na prawdę polecam. W mgnieniu oka znalazła się u mnie następna książka, w której znajdziemy odpowiedzi na pytania dotyczące związku, upodobań obu płci, potrzeb, seksualności. Rozmowa o tym co jest niezwykle ważne, a o tym zapominamy, albo nawet nie byliśmy tego świadomi. Aktualnie czytam Love, Rosie. Tu cała książka składa się z samych korespondencji pomiędzy bohaterami. Troszkę nie byłam przekonana co do samej formy, jednak szybko zmieniłam zdanie i jeśli tylko mam więcej czasu wolnego, to...już nie ma mnie dla nikogo, przytulam się kocem i czytam.

A gdyby tak połączyć to z muzyką, która zadziała na nas wyciszająco? Na pewno już zauważyliście, że u mnie króluje indie folk. Prawdę mówiąc ciężko wybrać z tej kategorii jednego ulubieńca, jest ich po prostu zbyt wiele, ale jeśli przypomnę sobie ilość odtworzeń w ostatnim czasie to wygrywa Hozier i jego ''From Eden''. Dlatego też łapcie!
Nie mogłabym zapomnieć o ulubionym filmie w ostatnim czasie! Pracując na zmiany nie mam zbyt wiele czasu, dopiero wtedy kiedy pojawi mi się w grafiku cudne, cieszące oko wolne, mogę zaplanować sobie jakoś dzień czy wieczór, albo...ustalić sobie święto lenia, pozostać w łóżku nie stresując się czasem. Z myślą o pomocy w tworzeniu planów kupiłam kieszonkowy kalendarz, który będę mogła nosić ze sobą na uczelnię i do pracy.
 Na jakim filmie wzruszyłam się ostatnio? Na Hobbicie! Taadam! A tak dokładnie to na trzeciej i ostatniej części. Jedni mówią, że Peter Jackson przekoloryzował, ja myślę, że wyszło pięknie. Ponownie byliśmy zaproszeni do magicznego świata. Jakby nie było, ktoś zawsze się przyczepi, jak ze wszystkim, jak wszędzie. A jeśli wolicie komedie, to mogę polecić ''Udając gliniarzy'', nie pamiętam kiedy ostatnio tak się uśmiałam jak na tym filmie. :P
Aby nie przedłużać przejdę teraz do kosmetyków. Zacznę może od trzech moich ulubionych szminek, których używam teraz najczęściej. Zdecydowanie moją faworytką jest perłowa L'Oreal Color Riche w numerze 711 Plum Twist. Tak nawilżającej szminki jeszcze nie miałam, nakłada się ją z łatwością, nie rozmazuje się, a kolor utrzymuje się wystarczająco długo, aby móc ją pochwalić. Jak dokładnie wygląda na ustach możecie zobaczyć na poprzednich zdjęciach w poście ze strojem dnia.
Kolejnymi błyszczyko-szminkami, bo inaczej nie mam pojęcia jak mam je nazwać są cuda z Rimmela Apocalips w numerze 600 nude eclipse oraz Stellar. Trzymają się one bardzo długo na ustach, nie wysuszają ich i nadają subtelny połysk. :) Spójrzcie:


Rzęsy! Nie mogłam się oprzeć i kupiłam tusz marki o wdzięcznej nazwie Pupa. Szczoteczka jest z jednej strony dłuższa, która ma na celu wydłużać oraz krótsza, która delikatnie podkręca. Co zauważyłam? Tusz szybko zasycha na rzęsach, więc aby uzyskać porządany efekt nie wolno się ociągać. :P Nie kruszy się, ani nie skleja rzęs(no chyba, że nałoży się za dużo warstw). Moja siostra również jest zadowolona z tego tuszu, więc śmiało polecamy.
Pozostały nam jeszcze kremy i jeden peeling..Zacznę od twarzy. Zimą przede wszystkim zależy mi zdrowym natłuszczeniu skóry, pisząc ''zdrowym'' mam na myśli takim natłuszczeniu, które nie będzie ciężkie dla mojej tłustej cery. Oszalałam na punkcie kremu na noc z Olay Total Effects. Jest to mój pierwszy taki krem o tłustawej konsystencji, zawsze wybierałam coś bardziej lżejszego. Produkt ten świetnie nawilża, regeneruje i szybciutko się wchłania nie pozostawiając lepkiej warstwy. Nie jestem tylko pewna, czy będzie się nadawał na letnie noce, pożyjemy zobaczymy, póki co-ideał. Mam jeszcze w swojej kosmetyczce krem na dzień z tej samej serii, ale o tym już w następnym poście. Jak nawilżanie i krem to i stópki! Polecam Wam rewelacyjny krem z Avonu o wiśniowym zapachu. Mogłabym oczywiście pisać i pisać o tym jak pięknie pachnie, ale muszę wspomnieć o tym jak dobrze regeneruje i zmiękcza, kawał dobrej roboty. W ulubieńcach kosmetycznych znalazł się kolejny produkt z Avonu, waniliowy peeling do ciała z masłem Shea, owszem, zawiera drobniutkie ziarenka, więc nie jest to mocny peeling, ale idealnie nadaje się do masażu, skóra jest po nim gładka i pachnąca.
Na dzisiaj to wszystko, pojawię się niedługo, tymczasem kładę się spać. :* A Wy macie swoich ulubieńców? 




wtorek, 20 stycznia 2015

Kosmetyki do aktualnej pielęgnacji moich włosów



Hej ho! Dzisiaj korzystając z wolnego dnia przychodzę do Was z moją aktualną pielęgnacją włosów, a zarazem ulubieńcami w tym temacie. Taki post robiłam dawno, wiele produktów się przewinęło, niektóre pozostały, niektóre niestety się nie sprawdziły.

Używanie w ostatnim czasie szamponów na wypadające włosy bardzo podrażniło mi skórę, powodując swędzenie, co gorsza, tworzyły mi się także ''ranki''. Zanim wybrałam się do dermatologa, postanowiłam, że po nieudanym leczeniu szamponami ziołowymi spróbuję jeszcze...Head&Shoulders w wersji z mentholem. Efekt? O dziwo, już po pierwszym użyciu poczułam ulgę. Włosy i skóra głowy są dobrze oczyszczone, a zarazem odżywione. Póki co tego szamponu używam najczęściej z przerwami na ostatnio kupiony przeze mnie Aussie Miracle Moist do włosów zniszczonych. Tutaj zapach przypomina gumę balonową, co jest genialne, więc nawet już samo mycie jest bardzo przyjemne. Szampon wygładza, nie powoduje kołtunów i nie sprawia, że włosy stają się oklapnięte. Dla mnie super. :-)

Przy odżywkach również Aussie, mój ulubieniec-3 minutowa maseczka na włosy, która sprawia, że stają się one mięciutkie, przyjemne w dotyku i dobrze się rozczesują, równie dobra jest druga odżywka z tej samej serii. Dla urozmaicenia używam też dobrze Wam już znanej odżywki z Garniera, która ma świetny skład i wspaniale pielęgnuje włosy sprawiając, że aż się cieszą jak ją używam :P Maseczkę arganową z Eveline też już pewnie znacie, bo pojawiła się u mnie na blogu, zostało jej jeszcze na dobre kilka razy. Co łączy te produkty? Przede wszystkim piękny, budyniowy, słodki zapach <3

Tutaj mam jeszcze maseczkę z Avonu, z olejkami którą pokazywałam Wam w ulubieńcach, olejek łopianowy, którym smaruję skórę głowy mniej więcej raz w tygodniu, spray układający włosy oraz odżywka bez spłukiwania, których używam sporadycznie. Niestety skończył mi się olejek arganowy, którym zawsze smarowałam końcówki, zawsze zapominam go kupić. :)
Przygotowuję dla Was post o ulubieńcach zimowych, myślę, że już niedługo się pojawi, póki co cieszę się dniem wolnym, może wyleżę choróbsko..

Buźka!

wtorek, 6 stycznia 2015

O zimowym słońcu



Cześć moje słoneczka!

Na wstępie oczywiście witam Was w Nowym Roku i z głębi serca życzę Wam, aby okazał się lepszym niż poprzedni i pełnym szczęścia. :-)
Przygotowałam dzisiaj dla Was całkowicie na spontanie post ze strojem dnia. Z tego miejsca też dziękuję kochanej Dominice za pomoc w robieniu zdjęć. :*
Ostatnio to mój ulubiony zestaw, zwłaszcza koszula kupiona w Reserved, którą można nosić na kilka sposobów, stanowi również świetne połączenie ze spódnicą. Jest to na pewno jeden z moich ulubionych zakupów. Koszula w kratę tak na prawdę zawsze będzie modna, w swojej szafie mam jeszcze dwie i jestem pewna, że jeszcze nie jedna trafi do mojej małej ''kolekcji''. :) Co do spodni, kupiłam je na poświątecznych wyprzedażach w sklepie Pull&Bear. Długo szukałam takich z wysokim stanem i co znalazłam, to przymierzając je w momencie odkładałam spodnie na miejsce i wracałam ponownie do poszukiwań. Zależało mi najbardziej, aby były one bardzo dopasowane i dobre jakościowo. Te niestety są luźnawe, ale za to jakość pierwsza klasa! Są to spodnie, które powróciły do mody, teraz moim zdaniem je się kocha albo nienawidzi. Początkowo te jeansy miały dziury ''na wylot'', ale myśląc o noszeniu ich zimą poprosiłam mamę, aby je załatała. Teraz wygląda to tak jakby musiało być. :-) Mam zdolną mamę!

Zestaw dopełniłam szpilkami z DeeZee, które są piękne, jednak na dłuższą metę nogi bardzo się męczą, ale to też kwestia tego, że nie jestem do takich butów przyzwyczajona. Na płaszcz z House'a nałożyłam ponczo, które już znacie. Stwierdziłam, że nie będę już w tym roku kupowała szala, tylko wystarczy, że się opatulę tym. No...i kolejna rzecz, którą można nosić na wiele sposobów. :-)








Płaszcz-House
Ponczo-New Look
Spodnie-Pull&Bear
Koszula-Reserved
Buty-DeeZee
Torba-H&M

Do zobaczenia niebawem!