poniedziałek, 13 października 2014

Oczyszczanie liścmi manuka-nowość w mojej pielęgnacji twarzy



Cześć słoneczka!

Jak się macie?
Przechodząc od razu do tematu...niestety po wakacjach moja skóra wyglądała jak siedem nieszczęść, a to wszystko przez nadmierne jej wysuszanie na słońcu czy..solarium. Te osoby, które czytały mój post o pielęgnacji mojej twarzy, wiedzą, że mam cerę tłustą, a kiedyś walczyłam z trądzikiem. Walkę wygrałam, jednak skłonności do już nie tak licznych(na szczęście) wysypek pozostały.
Produkty, które za chwilkę Wam przedstawię moim zdaniem są godne polecenia. Mam na myśli serię do oczyszczania twarzy firmy Ziaja z liścmi manuka. Zawsze ceniłam Ziaję za jakość, więc kiedy dowiedziałam się o nowościach miałam w planach jak najszybciej je wypróbować, bowiem zapowiadały się obiecująco. Bohaterami dzisiejszego postu będą:




1. Tonik-używam codziennie spryskując twarz i dekolt. Mgiełka, która otula naszą skórę jest delikatna, szybko się wchłania nie pozostawiając lepkiej warstwy. Nie polecam używać go bezpośrednio na wacik, ponieważ tak jakby za szybko wsiąka, więc automatycznie trzeba go więcej użyć, mija się to z celem. Wystarczy spryskać odrobinę twarz i dekolt, po czym zebrać wacikiem, albo zostawić do wchłonięcia.






2. Żel do twarzy-to był mój pierwszy zakup z tej serii i mój pierwszy ulubieniec. Za niecałe 10zł mamy łagodny żel o świetnie oczyszczających właściwościach. Zawsze starałam się, aby moja skóra, była dobrze oczyszczona, nawilżona i mogła oddychać. Już po pierwszym użyciu skóra była niezwykle odświeżona. Fakt, miałam wrażenie ściągnięcia, jednak już przy kolejnych stosowaniach było to coraz mniej odczuwalne. Żel pieni się bardzo dobrze, co sprawia, że jest wydajny, bowiem do użycia już wystarczy malutka ilość produktu.


3. Pasta-tutaj miałam mały problem odnośnie stosowania, w jaki sposób i..jak często?  Zaczęłam używać jej z 3-4 razy w tygodniu wmasowując ją jak peeling, ponieważ zawiera delikatne drobinki złuszczające. Po jej użyciu moja twarz nie jest czerwona, nie piecze, nie jest również ściągnięta. Napisałam o peelingu, jednak pasta go nie zastępuje, bynajmniej nie w moim przypadku. Do tego mam osobny produkt, a czasami i domowy sposób, aby porządnie usunąć martwy naskórek. Ja po takim zabiegu uwielbiam nałożyć sobie maseczkę na kilkanaście minut, aby się zrelaksować, wyciszyć...dlatego też cieszę się ich sporą ilością w mojej kosmetyczce. No tak, kooobiety. :P 






4. Krem na noc-zawiera 3% kwasu migdałowego, więc nie powinien nikomu zrobić krzywdy. Przy kwasach warto pamiętać o ochronie UV, ponieważ skóra przez to, że staje się delikatniejsza jest bardziej narażona na niekorzystny wpływ promieni słonecznych. Myślę jednak, że przy takiej ilości, to nie ma czego się obawiać. Krem ma lekką konsystencję i ma mocny zapach, który mi osobiście się bardzo podoba. Produkt szybko się wchłania, a kolejno co zauważyłam po nałożeniu tego kosmetyku, to zmatowiona skóra, a efekt utrzymuje się bardzo długo. Krem świetnie wygładza skórę, jednak tak jak w przypadku żelu z tej serii przez moment można poczuć efekt ściągniętej skóry, więc tutaj mam obawy co do porządnego nawilżenia. Szkoda.





Cała seria charakteryzuje się świeżym zapachem, który sprawia, że każde mycie twarzy staje się odprężające. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale czuję subtelne uczucie chłodu przechodzące po skórze przy użyciu każdego z produktów. Co do efektów, to zauważyłam, że pory stają się coraz mniej widoczne, a małe niedoskonałości zaczynają się powoli wyciszać, ale przede wszystkim skóra jest gładka i pozbawiona nadmiaru sebum. Nie mam dużego problemu z zaskórnikami, więc nawet nie obserwowałam zmian pod tym kątem. Ja jestem mega zadowolona z zakupu, zwłaszcza, że nie zrobiłam też krzywdy mojemu portfelowi. :P



Próbowałyście dziewczyny?

czwartek, 9 października 2014

Hello autumn! Strój dnia


I
choć jeszcze letnie słońce przedziera się przez deszczowe chmury, to w powietrzu czuć już lekki mróz. Jest to czas, kiedy trzeba kupić, albo wyciągnąć z szafy swój ulubiony płaszcz czy ciepłą narzutę, w moim przypadku prawie większą ode mnie. :P Ja postawiłam na poncho tej jesieni. Nigdy nie mogłam się do niego przekonać, ale od kiedy je kupiłam ciężko mi jest z nim się rozstać. Myślę, że jest to taka rzecz, którą się kocha, albo nienawidzi. Pomyślałam, że do tego typu stylizacji świetnie pasuje kapelusz, ja swój akurat znalazłam w szafie u rodziców, także nie jest dopasowany idealnie do mnie, jednak jako dodatek spełnia swoją funkcję. Mam jednak wrażenie, że sam kapelusz rodzi skrajne emocje, po tym jak można poczuć na sobie wzrok innych, ten z kategorii ''zdziwionych''.


Poncho jest niczym jak lekki koc, więc wystarczy tylko grubszy sweter, żeby dobrze przygotować się na wczesną jesień. Niestety jestem mega zmarźluchem, więc czeka mnie jeszcze poszukiwanie ciepłego płaszcza na te bardziej chłodne dni. Mam już swój typ, więc wystarczy tylko trafić jeszcze na taki z odpowiednią ceną.




poncho-New Look
sweter-Reserved
spodnie-Zara
botki-DeeZee
naszyjnik-H&M
torba-H&M
Zobaczymy się niebawem! Tymczasem idę czytać Colorado Kid Stephena Kinga, a swoją drogą...polecicie mi jakąś książkę, którą przyjemnie się czyta?