poniedziałek, 24 listopada 2014

Moje rzęsy po używaniu 4Long Lashes

Cześć słoneczka :*
Mniej więcej 4 miesiące temu kupiłam odżywkę 4Long Lashes, zdecydowałam się na nią po wielu pozytywnych opiniach. Dzisiaj ja mogę dołączyć do grona osób, którym odżywka ta pomogła. :-)
Jej cena mieści się pomiędzy 60 a 80zł. Zależy czy uda nam się trafić na promocję.
Produkt ten zawiera cenny składnik-bimatoprost, po którym rzęsy rosną szybciej. Stosowany jest w leczeniu jaskry. W moim przypadku odżywka nie podrażniła okolic oczu. :)


*Aplikacja
Produkt zaopatrzony jest w pędzelek, którym nakładamy odżywkę na linię rzęs(tak jak byśmy robiły kreskę bezbarwnym eyelinerem). Aplikacja jest bardzo wygodna i szybka, ja używam ją przed snem i staram się robić to codziennie, choć nie zawsze mi się udaje. Odżywkę można nakładać również na brwi, w tym przypadku akurat spróbowałam tylko kilka razy. :P

*Efekty
Producent obiecuje, że już po 3 tygodniach można zauważyć pierwsze efekty, ja zobaczyłam je już wcześniej, a w sumie bardziej pasowałoby określenie ''poczułam'', ponieważ znacznie łatwiej zaczęło mi się malować rzęsy tuszem. Efekt wydłużenia rzęs i ich zagęszczenia zauważyłam jakoś +/- po 3 miesiącu. Zdecydowałam się na taką kurację, ponieważ moje rzęsy bardzo się osłabiły po przedłużaniu metodą 1:1-były w tragicznym stanie. Wolałam wtedy poświęcić troszkę więcej czasu i przyklejać sobie sztuczne rzęsy niż malować swoje naturalne tuszem...


Rzęsy znacznie urosły, zagęściły i delikatnie zaczęły się podkręcać. Nie są może jak firany, najważniejsze jednak, że są odżywione. :-) Na zdjęciu widać efekt po 4 miesiącach. Zobaczymy co będzie dalej!
Do malowania używam tuszu z Avonu, który świetnie sobie radzi. :-) 








Moim zdaniem odżywka 4Long Lashes jest warta swojej ceny, po takim czasie nadal jeszcze używam pierwszego opakowania, jednak zastanawiam się czy nie kupić już następnego. A może spróbować czegoś nowego?

 A Wy? Macie doświadczenia z tą odżywką? A może myślicie kupić komuś na święta? :-)
Buziaki :*

czwartek, 13 listopada 2014

Test korektora Lumi Magique L'Oreal


Dzień dobry słoneczka :* 

Na promocji 1+1 w Rossmannie kupiłam ostatnio korektor rozświetlający z L'Oreala i muszę przyznać, że już dawno się na niego czaiłam. Pierwszym korektorem, który zdał u mnie egzamin z tej firmy to True Match, który świetnie kryje. Teraz czas na ten, którego głównym zadaniem będzie rozświetlić naszą skórę. Cena? Ja zapłaciłam około 46zł. Jest to dosyć dużo jak na korektor, za chwilkę sprawdzimy czy warto. :-)

*Wygląd

Korektor Lumi Magique wygląda bardzo elegacko i estetycznie, ma wbudowany pędzelek, który ma ułatwiać aplikację. Ja niestety nie przepadam za takimi końcówkami, może dlatego, że nie jestem przyzwyczajona. :-) Po przekręceniu końcówki nie zawsze wydostaje się nam wystarczająca ilość produktu.

Korektor jest dostępny w trzech kolorach, ja wybrałam nr 1:-). Pojemność 2,5ml.






*Działanie
Pierwsze wrażenie-łatwo się rozprowadza. Konsystencja nie jest ciężka i zbyt tępawa. Produkt charakteryzuje się lekkim kryciem, a jako rozświetlacz sprawdza się rewelacyjnie. Po wklepaniu wtapia się w skórę, nie podkreśla suchych skórek i nie podrażnia.

Tutaj mam nałożony tylko podkład i korektor


Po 8-9 godzinach nie zauważyłam żadnych większych zmian, korektor nie ciemnieje oraz nie wchodzi w załamania. Nawet po takim czasie, zwłaszcza kiedy byłam cały czas w pracy to spojrzenie wciąż wydawało się świeże i rozbudzone. Po przypudrowaniu nie wymaga poprawek.
Nie wiem jak z wydajnością, ponieważ dopiero zaczęłam przygodę z tym korektorem, ale za sam wygląd i działanie postawiłabym wysoką notę. 

Używałyście? 

Mykam szykować się do pracy, a niedługo kolejny test. :-) Buziaki! :*



wtorek, 4 listopada 2014

Zarządzanie czasem


Organizacji czasu tak na prawdę uczymy się od małego. W szkole pomimo tego, że nie mówi się o tym otwarcie i bezpośrednio dziecko uczy się punktualności, nabiera wprawy przy samodzielnym działaniu i co bardzo ważne-działaniu w grupie. Każdy w końcu z nas ma jakieś role i to od nas zależy jak się w tych rolach spełnimy. Mając różne role traktuję je w różny sposób, jednak każdą z nich łączy działanie, w którym daję z siebie jak najwięcej. Będąc córką i przyjaciółką chcę swój wolny czas spędzać właśnie z nabliższymi, aby pielęgnować to co stworzyliśmy, będąc zaś pracownikiem zależy mi na tym, aby to co robię robić jak należy, rzecz jasna z uśmiechem, który (należałoby wspomnieć) powinien pojawić się już samego ranka. Będąc kobietą myślę również o sobie, co zapunktowało w świadomości samej siebie. Tutaj już wkroczyłam w temat własnego ''ja'' i jakże z zapałem odkrywaniem go. Przybliżenie piękna swojego ''ja'' i pewności tego, że damy radę jest niezbędna do organizacji swojego czasu, aż wreszcie SIEBIE. Pamiętaj, że czas jest zawsze, tylko to od nas samych zależy jak go zorganizujemy! Owszem są różne sytuacje w naszym życiu, które mogą nam to znacznie utrudnić i sama się o tym doskonale często przekonuję, ale jeśli jeden z naszych filarów dotyczący naszych bliskich jest cały i nasze działania mają na celu go coraz bardziej wzmacniać to nie ma opcji, że nam się nie uda.
Dlaczego to co winniśmy zrobić teraz przekładamy na ''jutro''? Na pewno każdy z Was zna to doskonale ze swojego doświadczenia. Przykład pierwszy z brzegu: za tydzień egzamin, a ja nie sięgnęłam jeszcze do notatek(zaraz..ja wgle mam z tego notatki?!), dwa dni przed budzę się i proszę innych o pomoc, tudzież sama wpisuję zagadnienia w wyszukiwarce, dzień przed zerkam kątem oka na rozpaczliwie wołające nas notatki, jednak sięgam po nie dopiero godzinę przed, kiedy to wiedząc, że i tak już jest za późno, aby się tego nauczyć, czytam je w nadziei, że może coś co zapamiętam jakimś cudem pojawi się na egzaminie potęgując przy tym stres, który powoduje, że czytając koncentrujemy się na nim, a nie na tekście. Przykład drugi:''od jutra zacznę ćwiczyć-powtarzam tak od ostatnich kilku miesięcy.'' Jak ja zaczęłam, to Ty też możesz. Nie dla niego i nie dla niej. Jak Ty pokochasz siebie, świat pokocha Ciebie. Nie bój się wyzwań, traktując strach, jako miejsce do rozwoju, nie przełamuj go, lecz pozwól mu towarzyszyć przy tych wyzwaniach, których boisz się najbardziej, a Twoje doświadczenie będzie rosło, Ty razem z nim. Nie rezygnuj z czegoś na czym Ci zależy, z tego co możesz osiągnąć i pragniesz tego jak kolejnych oddechów niezbędnych do życia. Nie pozwól na to, by ktoś to zniszczył. 
 Zawsze miałam problem ze spóźnianiem się, jednak studiując i pracując pomiędzy zjazdami poczułam, że jest to moment, w którym nie tylko chcę, ale jestem świadoma tego jak zorganizować sobie czas tak, aby nikt przy tym nie ucierpiał i co najważniejsze-zacząć działać. Plany są bardzo ważne i jest to kolejny element, o którym nie możemy zapomnieć, ale trzeba przyznać, że bardziej powinniśmy koncentrować się na tym co robimy teraz, aby było zrobione to porządnie i z satysfakcją. Bo w końcu jak dotrzeć do celu, bez konkretnych działań? Zastanów sie, jak mają one wyglądać.  Rób to na ile możesz sobie teraz pozwolić, z czasem kiedy będziesz czuł się pewniej, wierzę, że uda Ci się zrobić ponad to co sobie zaplanowałeś. :-) Pomyśl o tym jak możesz zrobić to najlepiej i o rezultatach, jakie dzięki Twojej pracy i Twoim nastawieniu się pojawią. To jak wykorzystamy swój czas jest uzależnione od innych ludzi, którzy również mają swoje przekonania, racje, cele, więc nie nastawiaj się od razu, że to co sobie zaplanujesz wykorzystasz w całych 100%, zwłaszcza, gdy z nimi współpracujesz. Nastaw się jednocześnie na to, że nie wszystko może wyjść po Twojej myśli, ale możesz nauczyć się czegoś nowego, czegoś co sprawia, że stajesz się w tym lepszy. Dlaczego tak dużo ludzi nie cieszy się ze swoich postępów, a zamiast tego wypomina sobie błędy, których się dotknął? Zadanie dla Ciebie i dla mnie-pomyśl o pięciu rzeczach, z których jesteś dumny po dzisiejszym dniu. Możliwe, że koncentrując się na odpowiedzi pojawi się nie jednemu uśmiech na twarzy. Właśnie o to chodzi, dlaczego nie może być tak częściej? 
Pytanie następne, ile czasu w ciągu dnia jesteś w stanie efektywnie wykorzystać? Po usunięciu zbędnych rzeczy, nawyków ten czas znacznie by się wydłużył. Nie zajmujmy się tym co jest nieistotne w danym momencie, skoncentrujmy zaś swoją uwagę na najważniejszych zadaniach, które mamy wykonać. To są priorytety, które są istotą naszego działania. Co jest ważne? Skupić uwagę na jednej rzeczy, nie jednocześnie na kilku. Lepiej zrobić jedną rzecz, a dobrze. :-) Dopiero później zajmijmy się rzeczami mniej ważnymi. Czasami niechęć do wykonania jakiegoś zadania jest spowodowana tym, iż czujemy się zmęczeni, rozdrażnieni itp. dlatego warto byłoby zadbać o zdrowsze podejście do życia. Mam na myśli zdrowsze żywienie i częsty ruch, jest to kolejny powód, dla którego warto nauczyć się zarządzać swoim czasem. Tu samodyscyplina, regularność da świetne efekty. Nie zapominajmy o regeneracji naszego organizmu! Wysypiaj się(radzi to ta, która pisze post o 4 nad ranem:P), przed rozpoczęciem nowego dnia i nowych zadań musisz czuć się wypoczęty. Daj sobie czas na relaks, a uwierz mi, czas znajdzie się zawsze. Dla ułatwienia można zacząć prowadzić kalendarz, organizer, cokolwiek co nam pomoże. Jest to na pewno świetny sposób dla wzrokowców. :-) Ktoś postawi pytanie, odnośnie tego co ona może wiedzieć, mając 21 lat i nie wychowując trójki dzieci...Rozkładam w tym momencie ręce i mówię, że po to mam oczy i umysł, aby obserwować, myśleć o tym i brać z tego lekcje.  :-)
Do zobaczenia niebawem :*

poniedziałek, 13 października 2014

Oczyszczanie liścmi manuka-nowość w mojej pielęgnacji twarzy



Cześć słoneczka!

Jak się macie?
Przechodząc od razu do tematu...niestety po wakacjach moja skóra wyglądała jak siedem nieszczęść, a to wszystko przez nadmierne jej wysuszanie na słońcu czy..solarium. Te osoby, które czytały mój post o pielęgnacji mojej twarzy, wiedzą, że mam cerę tłustą, a kiedyś walczyłam z trądzikiem. Walkę wygrałam, jednak skłonności do już nie tak licznych(na szczęście) wysypek pozostały.
Produkty, które za chwilkę Wam przedstawię moim zdaniem są godne polecenia. Mam na myśli serię do oczyszczania twarzy firmy Ziaja z liścmi manuka. Zawsze ceniłam Ziaję za jakość, więc kiedy dowiedziałam się o nowościach miałam w planach jak najszybciej je wypróbować, bowiem zapowiadały się obiecująco. Bohaterami dzisiejszego postu będą:




1. Tonik-używam codziennie spryskując twarz i dekolt. Mgiełka, która otula naszą skórę jest delikatna, szybko się wchłania nie pozostawiając lepkiej warstwy. Nie polecam używać go bezpośrednio na wacik, ponieważ tak jakby za szybko wsiąka, więc automatycznie trzeba go więcej użyć, mija się to z celem. Wystarczy spryskać odrobinę twarz i dekolt, po czym zebrać wacikiem, albo zostawić do wchłonięcia.






2. Żel do twarzy-to był mój pierwszy zakup z tej serii i mój pierwszy ulubieniec. Za niecałe 10zł mamy łagodny żel o świetnie oczyszczających właściwościach. Zawsze starałam się, aby moja skóra, była dobrze oczyszczona, nawilżona i mogła oddychać. Już po pierwszym użyciu skóra była niezwykle odświeżona. Fakt, miałam wrażenie ściągnięcia, jednak już przy kolejnych stosowaniach było to coraz mniej odczuwalne. Żel pieni się bardzo dobrze, co sprawia, że jest wydajny, bowiem do użycia już wystarczy malutka ilość produktu.


3. Pasta-tutaj miałam mały problem odnośnie stosowania, w jaki sposób i..jak często?  Zaczęłam używać jej z 3-4 razy w tygodniu wmasowując ją jak peeling, ponieważ zawiera delikatne drobinki złuszczające. Po jej użyciu moja twarz nie jest czerwona, nie piecze, nie jest również ściągnięta. Napisałam o peelingu, jednak pasta go nie zastępuje, bynajmniej nie w moim przypadku. Do tego mam osobny produkt, a czasami i domowy sposób, aby porządnie usunąć martwy naskórek. Ja po takim zabiegu uwielbiam nałożyć sobie maseczkę na kilkanaście minut, aby się zrelaksować, wyciszyć...dlatego też cieszę się ich sporą ilością w mojej kosmetyczce. No tak, kooobiety. :P 






4. Krem na noc-zawiera 3% kwasu migdałowego, więc nie powinien nikomu zrobić krzywdy. Przy kwasach warto pamiętać o ochronie UV, ponieważ skóra przez to, że staje się delikatniejsza jest bardziej narażona na niekorzystny wpływ promieni słonecznych. Myślę jednak, że przy takiej ilości, to nie ma czego się obawiać. Krem ma lekką konsystencję i ma mocny zapach, który mi osobiście się bardzo podoba. Produkt szybko się wchłania, a kolejno co zauważyłam po nałożeniu tego kosmetyku, to zmatowiona skóra, a efekt utrzymuje się bardzo długo. Krem świetnie wygładza skórę, jednak tak jak w przypadku żelu z tej serii przez moment można poczuć efekt ściągniętej skóry, więc tutaj mam obawy co do porządnego nawilżenia. Szkoda.





Cała seria charakteryzuje się świeżym zapachem, który sprawia, że każde mycie twarzy staje się odprężające. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale czuję subtelne uczucie chłodu przechodzące po skórze przy użyciu każdego z produktów. Co do efektów, to zauważyłam, że pory stają się coraz mniej widoczne, a małe niedoskonałości zaczynają się powoli wyciszać, ale przede wszystkim skóra jest gładka i pozbawiona nadmiaru sebum. Nie mam dużego problemu z zaskórnikami, więc nawet nie obserwowałam zmian pod tym kątem. Ja jestem mega zadowolona z zakupu, zwłaszcza, że nie zrobiłam też krzywdy mojemu portfelowi. :P



Próbowałyście dziewczyny?

czwartek, 9 października 2014

Hello autumn! Strój dnia


I
choć jeszcze letnie słońce przedziera się przez deszczowe chmury, to w powietrzu czuć już lekki mróz. Jest to czas, kiedy trzeba kupić, albo wyciągnąć z szafy swój ulubiony płaszcz czy ciepłą narzutę, w moim przypadku prawie większą ode mnie. :P Ja postawiłam na poncho tej jesieni. Nigdy nie mogłam się do niego przekonać, ale od kiedy je kupiłam ciężko mi jest z nim się rozstać. Myślę, że jest to taka rzecz, którą się kocha, albo nienawidzi. Pomyślałam, że do tego typu stylizacji świetnie pasuje kapelusz, ja swój akurat znalazłam w szafie u rodziców, także nie jest dopasowany idealnie do mnie, jednak jako dodatek spełnia swoją funkcję. Mam jednak wrażenie, że sam kapelusz rodzi skrajne emocje, po tym jak można poczuć na sobie wzrok innych, ten z kategorii ''zdziwionych''.


Poncho jest niczym jak lekki koc, więc wystarczy tylko grubszy sweter, żeby dobrze przygotować się na wczesną jesień. Niestety jestem mega zmarźluchem, więc czeka mnie jeszcze poszukiwanie ciepłego płaszcza na te bardziej chłodne dni. Mam już swój typ, więc wystarczy tylko trafić jeszcze na taki z odpowiednią ceną.




poncho-New Look
sweter-Reserved
spodnie-Zara
botki-DeeZee
naszyjnik-H&M
torba-H&M
Zobaczymy się niebawem! Tymczasem idę czytać Colorado Kid Stephena Kinga, a swoją drogą...polecicie mi jakąś książkę, którą przyjemnie się czyta?




sobota, 27 września 2014

Hello autumn!


Cześć! Dzisiaj przygotowałam makijaż z jesiennym kolorem na ustach. Pomimo dzisiejszego słońca odczuwa się już w powietrzu lekki mrozik, a z nim chęć wyczarowania czegoś na oczach. Z jednej strony zbliżający się okres jesienno-zimowy sprawia, że na samą myśl mi zimno, ponieważ jestem strasznym zmarźluchem, jednak z drugiej strony kojarzy mi się on z ciepłą atmosferą w domu, ze słodkimi zapachami świec i tym całym klimatem w mroźne wieczory. 
Myśląc o idealnym makijażu na jesień pomyślałam od razu o burgundowym kolorze lub ciemnej czerwieni na ustach. Oczy podkreśliłam w bardzo prosty, ale jednocześnie efektowny sposób przez roztarcie kociej kreski. Pędzle w dłoń i zaczynamy!





Tak jak w poprzednim makijażu użyłam taśmy klejącej, ułatwia ona zadanie-spróbujcie:-) Na ruchomą powiekę nakładam jasny cień (lub białą kredkę), górną granicę przy załamaniu zaznaczam beżowym cieniem rozcierając przy tym. Następnym krokiem jest zrobienie kreski, w tym przypadku nie musi być ona zrobiona dokładnie, ponieważ zostanie za moment dobrze roztarta. Używam do tego dwóch pędzelków z Hakuro H79 i kulkowy z Essence, które opruszam odrobinę ciemnym brązem. Na pozostałą część powieki nakładam perłowy cień, później wystarczy tylko brązem podkreślić dolną powiekę, nałożyć białą kredkę na linię wodną i pomalować rzęsy, albo tak jak ja-przykleić sztuczne. :-)

Do tego makijażu użyłam:



Podkład Revlon Color Stay nr 180
Korektor L'Oreal odcień najjaśniejszy
Puder greckiej marki Korres WRP5
Rozświetlacz Technic high lights
Wiosenna mgła pudrowa (puder brązujący z drobinkami) Paese
Paletka Sleek 
Eyeliner L'Oreal w kolorze śliwkowej czerni



Jeśli chodzi o usta, to nie pamiętam kiedy pomalowałam je na tak ciemny kolor, bardzo za tym tęskniłam.. Postawiłam na szminkę, którą kupiłam już dłuższy czas temu w...Pepco w numerze 101. Przed pomalowaniem ust nałożyłam na usta wazelinę o zapachu czekolady, aby dobrze mi je nawilżyła.




Całość prezentuje się w ten sposób:






Buziaki :*:*


piątek, 19 września 2014

Smokey jako najbardziej elegancki makijaż!



W
ciągu dnia drobny akcent w postaci kociej kreski na powiece, wieczorem smokey-oczywiście mowa tu o mnie. Stwierdziłam ostatnio, że jeśli mam pomalować się na jakąś okazję to nie będę kombinowała z kolorami, użyję podstawowych cieni i wyczaruję coś mocniejszego niż na codzień. Smokey to makijaż, który można wykonywać na różne sposoby i dodatkowo sprawia, że makijaż staje się bardzo elegancki i z pazurem. Pokażę Wam za moment, w jaki sposób ja go dzisiaj wykonałam :-) Bierzemy pędzelki i do dzieła! Ja użyłam paletki Sleek, na zdjęciu zaznaczyłam jakich cieni(tym razem matowych)użyłam do makijażu:)


Pokażę Wam od początku jak podkreślam również brwi,  o regulacji pisałam kiedyś tutaj. Brwi podkreślam brązowym matowym cieniem i skośnym pędzelkiem. :-) Jak widać, najpierw zaczynam od podkreślenia granic i ewentualnego ich przekroczenia jak np przy najwyższym ich punkcie. Kiedy otrzymam tzw. schemat, zaczynam go wypełniać cieniem, co jakiś czas przeczesując grzebykiem. Jeśli mamy niesforne włoski, które lubią rozłazić się na wszystkie strony polecam użyć wosku, albo nawet...korektora czy odrobinę podkładu tak jak ja użyłam w tym przypadku. :) Aby optycznie podnieść brwi i rozjaśnić można nałożyć korektor lub białą kredkę pod brwiami i tuż nad nimi(ja delikatnie wklepuję, a nadmiar ściągam paznokciem w kierunku ''ogonka'' brwi). Jeśli już makijaż brwi mamy za sobą, to zaczynamy nasze smokey.

Dla ułatwienia można przykleić sobie taśmę klejącą, tak aby przy rozcieraniu nie polecieć za daleko. Brązowym cieniem zaznaczam powiekę tak jak przy robieniu zwykłej kreski eyelinerem, po czym zaznaczam również załamanie. Cały czas używając tego samego cienia rozcieram granice do środka oraz robię czarnym cieniem kreskę przy pomocy pędzelka od eyelinera nie przejmując się czy wyjdzie ona równo, ponieważ i tak za chwilkę zacznę ją blendować pędzelkiem do rozcierania dokładając co chwilę najciemniejszego cienia. Po ściągnięciu taśmy, można ostrą granicę nieco złagodzić, łącząc ją cieniem z dolną powieką. Nakładam jeszcze na czysty pędzelek jasny beżowy cień i rozcieram ostrzejsze granice, rozświetlam nim również okolice pod brwiami. Teraz wystarczy tylko nałożyć czarną kredkę na linię wodną i podkreślić rzęsy. :) Co do ust...ja przy mocniejszym makijażu oczu wybieram jaśniejszą szminkę-tu Essence nr 13.



Przy tak mocnym makijażu pamiętajmy o tym, aby rozświetlić twarz, zwłaszcza okolice pod oczami :-)  Jeśli cienie lubią się osypywać polecałabym najpierw podkreślić oczy, a później dopiero nałożyć podkład i puder, albo opruszyć dużo mocniej okolice pod oczami, aby później ewentualnie osypany cień można by było z łatwością usunąć pędzlem. Jak makijaż wygląda w całości?




Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa. Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało! Dzisiaj czeka mnie nocka w pracy, więc już na samą myśl jestem zmęczona:P Może jakiś post z kolorowym makijażem?
Buziaki:*


czwartek, 18 września 2014

Dzienny makijaż



Buziak! U mnie dzienny makijaż równa się kociej kresce. Rzadko się zdarza, abym jej nie narysowała, to już swego rodzaju...przyzwyczajenie. Bez podkreślonych brwi też nie wyobrażam sobie mojego makijażu, a jak je podkreślam? Mówiłam o tym w marcowym poście i póki co niewiele się zmieniło, dalej skośny, cienki pędzelek oraz matowy brązowy cień. :-) Dalej je zapuszczam, żebym w końcu przy regulacji uzyskała porządany naturalny kształt. Doszło mi kilka nowych kosmetyków z kolorówki, ale już mogę napisać o nich kilka słów. Co ciekawe, ostatnio kupiłam sobie dużą kosmetyczkę, pomyślałam, że będzie akurat, jednak nie trzeba było długo czekać, a kolejna kosmetyczka stała się zapełniona..No taak...kobiety! :P
U mnie dzienny makijaż zwykle zajmuje mniej więcej 20-30 minut na spokojnie, spiesząc się robię go o wiele szybciej, ale tak to jest nie wstanie się 10 minut wcześniej! Przed nałożeniem podkładu oczyszczoną skórę nawilżam lekkim kremem, po odczekaniu kilku minut zaczynam robić makijaż. :)
Do tego makijażu użyłam:





Puder greckiej marki Korres w kolorze WRP5
Moja nowość i mój nowy ulubieniec, choć użyłam go do tej pory niewiele razy. Świetnie matowi i dobrze kryje, nie powodując efektu maski. Dodatkowo plus za eleganckie opakowanie.
Eyeliner w żelu L'Oreal w kolorze 03 violet black
Niestety nie jest to insensywna czerń, a lekko przydymiona, jednak kolor i kreska utrzymuje się na powiekach bardzo długo. :-) W komplecie był pędzelek do aplikacji, którym z łatwością można wykonać ładną kreskę. Chociaż mi przy tym pędzelku kreski wychodzą trochę grubsze niż wcześniej. :P Trzeba się na nowo przyzwyczajać:)
Paletka cieni Sleek Au Naturel Nude 
Paleta z lusterkiem zawiera 12 dobrze napigmentowanych cieni. Na tej paletce zależało mi już dawno, zwłaszcza, że to są takie kolory, które będą pasowały zawsze, na każdą okazję.




Póki co z nowości to wszystko, a pozostałe kosmetyki, których użyłam to:

Podkład Revlon Photo Ready
Cienie Revlon Color Stay-w tym makijażu użyłam tylko najciemniejszego brązu do brwiRozświetlacz Technic High Lights
Bronzer Miss Sporty
Korektor L'Oreal
Baza pod cienie Essence
Biała kredka Laval Pearl
Sztuczne rzęsy Ardell

Ja przy takim makijażu nie kombinuję tak bardzo. Ważnym elementem jest nałożyć na powiekę bazę pod cienie, a jeśli takowej nie mamy, można ją zastąpić kremowym korektorem. Później wystarczy tylko przykryć powiekę jasnym cieniem, a beżowym lub brązowym podkreślić załamanie powieki i dolną powiekę, narysować kreskę eyelinerem i...jeśli chcę jeszcze powiększyć optycznie oczy to maluję białą kredką linię wodną. Wystarczy tylko przejechać tuszem rzęsy, albo przykleić sztuczne, tak jak ja zrobiłam w tym przypadku. Ot, cała filozofia.:-) Co do konturowania, ja zawsze podkreślam bronzerem kości policzkowe, rozjaśniam okolice skroni, ust i czasami nos. To nie jest trudne, przyciemniamy to co np wystające, zbyt długie, zbyt szerokie (pamiętajmy o dobrym roztarciu, aby nie porobić plam), a rozświetlamy miejsca, które chcemy uwypuklić. Ja mam dosyć kwadratową twarz, co powoduje, że staram się bronzerem opruszyć również boki mojej żuchwy, aby złagodzić kształt.
Trzymajcie się ciepło, pojawię się niedługo z nowym postem!




piątek, 5 września 2014

Zwyklak, ale jaki wygodny! :-)



Heja! Wybrałam się dzisiaj na spacer z przyjaciółmi, wzięłam też aparat i porobiliśmy kilka zdjęć z nadzieją, że będą nadawały się na bloga. Chciałabym, aby tego typu posty pojawiały się u mnie częściej.. Dzisiaj głównym akcentem są boyfriendy z wieloma dziurami i przetarciami i myślę, że to właśnie one tworzą całą stylizację, także nie trzeba się głowić co do nich założyć. Długo zastanawiałam się nad zakupem boyfriendów, bo niestety skracają nogi, więc dla takich niziołków jak ja to...może być zbrodnia, choć oczywiście nie musi. :P Najważniejsze, że jest wygodnie i czuję się w nich świetnie. :) Ja dobrałam do nich czarny top z Mohito, który kupiłam w lipcu oraz zwykłe białe wsuwane tenisówki.



Top-Mohito
Kurtka-Allegro
Spodnie-Zara
Tenisówki-no name
Torba-Camaieu

Dostałam ostatnio komentarz z prośbą o zrobienie postu z moją ulubioną muzyką. Myślę, że miejsca by zabrakło, gdybym zaczęła wymieniać ulubione kawałki...jest ich po prostu zbyt wiele. Jestem osobą, która kocha odkrywać nowe perełki, najczęściej są to piosenki mało popularne, ale takie przy których mogę się odprężyć i wyciszyć. Generalnie nie zamykam się w jednym gatunku muzycznym, bo uważam, że jest to bez sensu. Postanowiłam, więc wrócić do last.fm, także jeśli macie ochotę to zapraszam, mój login to nakeddream. Dawno mnie tam nie było, więc będę musiała odświeżyć niedługo playlistę. :) Tymczasem mykam spać, bo jutro do pracy, dobranoc! :*

środa, 27 sierpnia 2014

Paczuszka z Minti Shop



Hejo! Ile radości, kiedy dzwoni kurier, a chwilę później możesz zacząć rozpakowywać oczekiwaną wcześniej paczkę. :P Stwierdziłam, że potrzebna mi jest porcja rzęs z Ardell i oczywiście dobry klej, który będzie je długo trzymał. Raz na jakiś czas przedłużałam sobie rzęsy metodą 1:1, ale zauważyłam, że po tym osłabiają mi się moje naturalne, dlatego też ostatnio kupiłam sobie odżywkę z 4 Long Lashes i już widzę, że troszkę odżyły.






Co sądzicie o sztucznych rzęsach? Fakt, źle przyklejone czy same w sobie wyglądające zbyt wulgarnie, sprawią, że efekt będzie przerysowany, ale jeśli wybieramy takie rzęsy, które na oku wyglądają delikatnie i naturalnie, to czemu nie? :-) Sztuczne rzęsy Ardell, które wykonane są z ludzkich włosów zamówiłam, ponieważ razem z czarną kreską makijaż oka staje się bardziej wyrazisty, a spojrzenie bardziej otwarte. Kiedyś takie jedno opakowanie zawierające jedną parę rzęs starczyło mi na 2-3miesiące, oczywiście przy odpowiednim dbaniu o nie. Tym razem zamówiłam od razu 3 opakowania, więc starczy mi na kilka dobrych miesięcy. :-) Zdecydowałam się też w końcu na rozświetlacz Badgequo, kosztował on około 10zł, a daje piękny efekt rozświetlenia, bardzo polecam! Możecie zobaczyć z resztą na zdjęciu poniżej.. :)


Szukałam szminki w delikatnym odcieniu różu, która byłaby idealna na codzień, do pracy, czy na wieczór. Wybór padł na niedrogą szminkę z Essence w numerze 13, tym razem nie jest to pechowy numer, bo kolor na ustach jest śliczny, a dodatkowo nie wysusza i nie osadza się w kącikach. Kolor utrzymuje się długo na ustach i schodzi równomiernie. Dodatkowym plusem jest również to, że ma lekką, kremową konsystencję.

Co tu więcej pisać..nie zawiodłam się! :-) Ostatnim produktem, który zamówiłam jest rozświetlająca kredka z Catrice pod łuk brwiowy, która ma podnieść optycznie brwi. Kredka jest dla mojej koleżanki, ale z ciekawości i ja spróbowałam, aby zobaczyć efekt i muszę powiedzieć...chyba też ją sobie kupię! :P Miękka, ale precyzjna kredka idealnie nadaje się do wykończenia makijażu oka i brwi. Jeśli chodzi o paczuszkę to wszystko, tymczasem lista niekosmetycznych zakupów na jesień jest długa... a Wy juz jesteście przygotowane na nadchodzącą jesień? :-) Dziewczyny, jeśli macie jakieś pytania mogę wybrać niektóre i odpowiedzieć na nie w kolejnym poście. Buziaki:*

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Moje sposoby na gładkie ciało :)




Jędrna, gładka skóra powinna być wizytówką każdej kobiety. Pokażę Wam czego używam do ciała i co jeszcze robię, aby wyglądało ono lepiej. Trzeba być świadomą tego, że same kremy czy oliwki nie dadzą nam spektakularnego efektu bez odpowiedniego odżywiania. Zauważyłam, że jest teraz moda na bycie 'fit', z jednej strony to bardzo dobrze, bo coraz więcej ludzi zaczyna dbać o siebie, z drugiej strony nasuwa się pytanie-na jak długo? Oby jak najdłużej, bo wiąże się z tym dużo więcej...poprawa samopoczucia, większa pewność siebie, zmiana nastawienia do wielu spraw.. Liczy się przecież to, że się zrobiło ten piewszy krok! Nie będę pisała, że chodzę na siłownię, biegam kilometrami, gotuję na parze czy nie tykam kompletnie fast foodów, bo zwyczajnie tak nie jest, ale staram się jadać tak, aby nie czuć się ociężale i koncentrować uwagę na tym, co może mi pomóc i unikać tego co może mi zaszkodzić. Nie odchudzam się w żadnym wypadku, bo zawsze miałam niedowagę i nie chciałabym w ten sposób zrobić sobie krzywdy. Najważniejsze to podejść do tego rozsądnie. :-)



Poprawa w diecie może zdziałać cuda na naszej skórze, w końcu witaminy to kosmetyki działające od wewnątrz. Podstawowymi witaminami o których każda z nas powinna pamiętać, aby mieć zdrową skórę są witaminy z grupy B, witamina E, zwana także witaminą młodości, ponieważ chroni skórę przed działaniem wolnych rodników, witamina C, prowitamina A(beta-karoten), która również opóźnia proces starzenia się skóry. Unikaj papierosów, kawy i tzw. ''śmieciowego'' jedzenia z mnóstwem konserwantów. Bardzo ważnym elementem, z którym trzeba walczyć jest stres, który potrafi powoli niszczyć człowieka i choć nie jest to prosta walka..rozluźnij się, wyśpij, wstań rano i uśmiechnij się do siebie mówiąc, że to będzie dobry dzień..Robiąc później wszystko, aby tak było, bo..stać Cię na to! Starajmy się mieć przewagę nad stresem, uczmy się tego i  nie tylko będziemy czuć się lepiej, ale i nasza skóra nam za to podziękuje. Intensywne opalanie bez filtrów również może zaszkodzić, pomijam fakt, że w małych dawkach ma korzystny wpływ na syntezę witaminy D, jednak przesadzając z tym można narazić skórę np na poparzenia, plamy, przyspieszenie jej starzenia. Przyznaję się bez bicia, ale sama ostatnio zaczęłam chodzić na solarium, ponieważ to co chwyciło lipcowe słońce chciałabym chociaż w delikatnym stopniu utrzymać przez nadchodzącą jesień. Obiecałam sobie, że nie będę chodziła często, bo nie chcę robić takiej krzywdy mojej skórze...Obowiązkowo nawilżam i to nie jednym balsamem, ale o tym poniżej. :-)



Dla mnie balsam, masło lub olejek do ciała jest obowiązkowy po kąpieli. Uwielbiam najpierw pokremować się balsamem, a później na noc nasmarować się pachnącym olejkiem. Rano skóra jest jak u niemowlaka, aż miło dotknąć. U mnie tych produktów jest zawsze pod dostatkiem, bo lubię co jakiś czas użyć innego, wszystkie mają uwodzić zapachem, dobrze nawilżać i ujędrniać. Ja na dzień dzisiejszy używam masła do ciała z Bielendy o tak słodkim zapachu, że ma się ochotę go jeść palcami, to jest zdecydowanie mój faworyt. Kolejnym produktem jest mus z Farmony o świeżym, egzotycznym zapachu i trzej muszkieterowie w koszyczku-Dove z masłem Shea i wanilią, ujędrniające mleczko Nivea do suchej skóry i regenerujący Garnier. Wszystkie produkty są godne polecenia i spełniają moje oczekiwania, które przy tym są wymagające. Ostatnio kupiłam olejek do ciała Wellnes&Beauty z masłem Shea i olejem jojoba, w którym zachwycił mnie skład, bo oprócz tych dwóch wspomnianych przed chwilą składników są jeszcze inne olejki, m.in. z nasion słonecznika, ze słodkich migdałów, czy nawet rycynowy. Do włosów go nie używałam, jednak na skórze sprawdza się rewelacyjnie, nie zapycha mojej skóry, nie klei i pięknie pachnie. Na dzień kiedy wychodzę z domu, lubię spryskać skórę mieniącą się złotymi drobinkami mgiełką z Avonu. :-) Przyszedł czas kiedy trzeba zacząć zadbać podwójnie o szyję i dekolt, aktualnie jestem w poszukiwaniu kremu specjalnie do tej strefy ciała, jednak póki co używam koziego mleka z Ziaji, który jest w prawdzie do twarzy, ale przy mojej tłustej cerze byłby po prostu za ciężki.





Domowe SPA:

Zróbmy coś dla siebie i znajdźmy sobie chociaż godzinę w ciągu tygodnia i niech to będzie czas tylko dla nas, pozwólmy się zrelaksować i spróbować zapomnieć o problemach. Wiele kobiet tłumaczy się brakiem czasu i rozumiem to, ponieważ zaczynając pracę samej ciężko mi znaleźć dla siebie, jednak on zawsze jest, tylko trzeba nauczyć się go zorganizować. Zdarzało mi się wrócić po 23 z pracy i byłam gotowa poćwiczyć i nałożyć sobie maseczkę, bo wiem, że po tym czuję się zawsze lepiej. Przed nałożeniem maseczki na twarz czy na ciało zróbmy sobie peeling, ja taki zabieg stosuję mniej więcej dwa razy w tygodniu. Do ciała polecam peeling kawowy, który można robić na różne sposoby, ja dodaję 2 łyżki jogurtu naturalnego, kilka łyżek cukru i 2-3 łyżki kawy. Wszystko mieszam do uzyskania jednolitej, gęstej masy. Używam jej dopiero jak zrobię gorący prysznic, ponieważ przy otwartych porach peeling będzie jeszcze bardziej skuteczny. Jedyną wadą jest to, że...brudzi wszystko dookoła:P








Jeśli ktoś nie lubie zapachu kawy polecam cytrusowy peeling z soku z grejpfruta, miodu i cukru. Mam zamiar spróbować niedługo domową maseczkę z rozpuszczonej...gorzkiej czekolady! Już jestem ciekawa efektu. :-) Aktualnie stosuję wspomnianą jakiś czas temu maskę błotną z Morza Martwego, którą też moim zdaniem można stosować jako peeling. Masę zrobioną z kilkoma łyżeczkami wody nakładam na caaaaałe ciało i twarz i po max 10 minutach zmywam ciepłą wodą.





 Zauważyłam mega poprawę w wyglądzie mojej skóry, jest bardziej napięta i nawilżona. Im więcej widzę efektów, tym więcej dbam o moje ciało i mój organizm. :) Pisałam o tym, żeby się wysypiać..ajajaj, więc czas na mnie. Trzymajcie się! :*